Image
ARTYKUŁY
Z KATEGORII
Kapituła Nagrody Gospodarczej

Kapituła Nagrody Gospodarczej, działającej przy Stowarzyszeniu Ruch Regionalny Wielkopolan przyznała w 2008 roku KRYSZTAŁOWY PUCHAR POLSKI oraz ZŁOTY MEDAL dla Głosu Wągrowieckiego

 
Zawsze z tobą

„Głos Wągrowiecki" założono jesienią 1990 r. jako odzew na powstanie lokalnego pisma samorządowego, które zaczęło wychodzić wkrótce po demokratycznych wyborach samorządowych. Numer sygnalny „Głosu Wągrowieckiego” ukazał się 20 października 1990 r. Tego dnia każdego roku redakcja ze współpracownikami i zaproszonymi gośćmi świętuje rocznicę narodzin niezależnego czasopisma lokalnego. Pierwszym wydawcą tytułu był Cech Rzemiosł Różnych i wtedy byliśmy jedynym lokalnym pismem rzemieślników w Polsce, a po roku dwutygodnik przeszedł w ręce spółki cywilnej dziennikarzy pod nazwą Agencja Wydawniczo - Reklamowa "Głos Wągrowiecki", którą tworzyli Jerzy Mianowski, Jolanta Nowak – Węklarowa, Władysław Purczyński i Andrzej Słoma.

 
Jerzy Mianowski (notka biograficzna)

Prezes Zarządu Stowarzyszenia Prasy Lokalnej. Organizator warsztatów dla dziennikarzy lokalnych mediów, ogólnopolskich konkursów dziennikarskich i konkursów czasopism szkolnych o „Pałuckie Pióro”. Redaktor naczelny tygodnika „Głos Wągrowiecki” i kwartalnika „Almanach Wągrowiecki”.

 
Razem możemy więcej

Podczas seminarium poświęconemu prasie lokalnej i samorządowej, zorganizowanego we wrześniu 1991 r. przez Krajowy Instytut Badań Samorządowych, działającym przy Krajowym Sejmiku Samorządu Terytorialnego w Poznaniu, narodziła się myśl powołania ogólnopolskiego stowarzyszenia prasy lokalnej. Inicjatorem tego spotkania była Gazeta Puszczykowska, którą wówczas kierowała Krystyna Sorbian – Góral. Wtedy do Poznania przyjechało 120 wydawców i redaktorów z całej Polski, ale dominowały gazety wielkopolskie.

 
Niezależni zależni
Autor: Jerzy Mianowski Prezes Zarządu Stowarzyszenia Prasy Lokalnej   
19.06.2009.

Niezależność prasy lokalnej można zdefiniować na wiele sposobów, ale najprostszym z nich jest rozpatrywanie owej niezależności na obszarze gminy lub powiatu w kontekście jej lokalnej przestrzeni społecznej, która jest zdominowana przez samorząd terytorialny, ogniwa partii politycznych, organizacje pozarządowe i Kościół. Niezależność prasy polega na nie poddawaniu się wpływom i naciskom tych podmiotów. Jedyną zależność winni stanowić czytelnicy, którzy gazetę kupują i w ten sposób się z nią utożsamiają. To oni weryfikują materiały prasowe, oceniają je i konfrontują z własnymi ocenami.

Warsztaty dziennikarskie Świnoujście 2008

Warsztaty dziennikarskie Świnoujście 2008

Zarząd SPL wraz z członkami komisji rewizyjnej i sądu koleżeńskiego (Puszczykowo 2008)

Zarząd SPL wraz z członkami komisji rewizyjnej i sądu koleżeńskiego (Puszczykowo 2008)

Jak traci się niezależność?

Niezależności prasy lokalnej nie można przyjąć a priori, jako coś jej danego przez prawo, a nie daj Boże ustanowionego przez lokalną władzę. Trzeba ją sobie zbudować praktycznie od podstaw. Co z tego, jeśli ogłosimy wszem i wobec, że gazeta jest niezależna, podczas gdy z różnych względów jesteśmy podatni na naciski i wpływy lokalnych podmiotów, przede wszystkim władzy samorządowej. To właśnie ona stanowi największe niebezpieczeństwo dla lokalnych gazet. Potrafi nie tylko mamić, składać obietnice, ale też wmanewrować lokalne medium we własne tryby i układy, z których trudno wywinąć się, np. redaktorowi naczelnemu, którego żona pracuje w szkole prowadzonej przez samorząd. Włodarz gminy od czasu do czasu da redakcji ogłoszenie lub zleci artykuł promocyjny w zamian za uległość naczelnego, za przymykanie oczu na nieprawidłowości w samorządzie i chociażby za to, że naczelny to swój chłop. Niebezpieczna to pułapka dla czasopisma, która zazwyczaj kończy się dla niego źle, a na pewno utratą niezależności.

Wcale to nie oznacza, że z tych powodów gazeta lokalna nie powinna publikować samorządowych ogłoszeń - wręcz odwrotnie - ale pod warunkiem, że są płatne i zamieszczane na tych samych warunkach, co inne czyli zgodnie z redakcyjnym regulaminem i cennikiem. No, ale samorządowiec może obrazić się na jakiś krytyczny wobec niego artykuł. I co wtedy? Jeśli zaprzestanie dawać płatne ogłoszenia, to na nim świat się nie kończy. Gazeta lokalna winna zabezpieczyć sobie dopływ reklam z innych źródeł, by uniknąć tego rodzaju niespodzianek. Z tego tylko przykładu widać jak wątła jest granica pomiędzy niezależnością prasy lokalnej a jej uległością wobec lokalnych czynników. Jedno jest pewne: władza lokalna musi czuć oddech gazety na swoich plecach, a ta wciąż winna jej patrzeć na ręce.

Czasopismo - chcąc nie chcąc - uczestniczy w życiu społecznym gminy, miasta, powiatu, bo nie może się ono wyizolować i funkcjonować w próżni. Lokalna przestrzeń społeczna jest na tyle barwna i żywa, a przez to skomplikowana. Trzeba umieć się w niej poruszać, a zgrabnie musi to czynić niezależna gazeta. W swoich publikacjach czasopismo nie może pominąć lokalnych imprez, uroczystości, spotkań itp. Zazwyczaj redakcja je odnotowuje, ale jeśli to robi aż nadto gorliwie, to wtedy odczytywane jest to przez lokalną społeczność jako uległość wobec samorządowej władzy. Gorliwość ta może mieć różne barwy, np. gdy tekst artykułu zaczyna się od zwrotu : „Z inicjatywy burmistrza…” lub gdy na początku tekstu wymienia się wszystkich lokalnych VIP-ów.

Zawsze z ludźmi

Czasopismo powinno też podejmować różne inicjatywy na rzecz lokalnej społeczności i współorganizować je z organizacjami pozarządowymi. Tylko w ten sposób może wspólnie budować lokalne społeczeństwo obywatelskie oraz bronić interesów obywateli. Lokalna gazeta niezależna musi być z czytelnikiem, reprezentować go przed władzą, upominać się o jego prawa, zawsze stawać po stronie obywatela.

Reasumując powyższe trzeba jednoznacznie powiedzieć, że gazeta nie może się odciąć od lokalnego życia społecznego, bo w przeciwnym przypadku będzie przegrana. Nie może nosić wysoko głowy i udawać, że zjadła wszystkie rozumy. Nie może mieć wyłączności na prawdę, ale ma prawo się pomylić i wtedy trzeba mieć publiczną odwagę przyznania się do błędu. Na swoich łamach musi żyć tym, czym żyją mieszkańcy „małej ojczyzny”. Musi pisać o ich sprawach i problemach, smutkach i troskach, radościach a nawet wesołościach. Katalog tych tematów jest bardzo obszerny, tak jak bogata jest każda „mała ojczyzna”.

W jaki sposób gazeta lokalna może być niezależną? Przede wszystkim poprzez swoich dziennikarzy, którzy bezwzględnie muszą uprawić odpowiedzialne, staranne, rzetelne dziennikarstwo, korzystać z własnych źródeł informacji i opierać się na swoich relacjach. Tak stara się czynić wiele niezależnych gazet. Dziennikarz gazety lokalnej nie może być pracownikiem samorządowym ani w jakikolwiek sposób uzależnionym od garnuszka lokalnego włodarza, bo wtedy zawsze będzie chodził na jego pasku. Wtedy nie ma mowy o niezależności gazety lokalnej.

Demokratyczne przemiany po 1990 roku spowodowały boom na lokalną prasę. Jak grzyby po deszczu gazety zakładano w setkach, tysiącach gmin, później w powiatach. Zakładali je prawie wszyscy: osoby fizyczne, stowarzyszenia, instytucje kościelne, samorządy terytorialne, nawet samorządy zawodowe. W tej mnogości założycieli prym wiodły lokalne samorządy, które za wszelką cenę chciały dotrzeć do mieszkańców miast i gmin, promować działania demokratycznego samorządu, prezentować swoje projekty i osiągnięcia.

Samorządówkom dziękujemy

Z biegiem czasu okazywało się, że te czasopisma stają się coraz mniej poczytne wśród lokalnych społeczności. Samorząd ma pieniądze podatników na promocję i wbrew woli obywatela z uporem maniaka potrafi wydawać swoją gazetę, która częstokroć jest niczym innym jak biuletynem, w którym publikuje się uchwały rady gminy, zarządzenia i komunikaty, sprawozdania z działalności podległych jednostek organizacyjnych etc. To ludzi nie interesuje, dlatego nie sięgają po samorządowy biuletyn i wolą prywatną, płatną gazetę, gdzie znajdują niezależne opinie i komentarze, z którymi zazwyczaj się utożsamiają.

Na domiar złego często w czasopismach samorządowych publikowane są reklamy podmiotów gospodarczych, czego samorządowi robić nie wolno. Jeszcze większym grzechem są powiązania lokalnego biznesu z samorządem, czemu niejednokrotnie służy gazeta samorządowa. Wtedy nie tylko w takiej gazecie publikowane są obce reklamy, ale także artykuły promujące podmioty gospodarcze. Pospolitym zjawiskiem jest kłanianie się im w pas przez jednostki organizacyjne gminy za finansowe wsparcie ich projektów i działań.

Samorządy nie baczą na balansowanie na linie i bez względu na wszystko wydają swoje gazety. Praktycznie nie ma gminy, w której takowa nie ukazywała by się. Dziś punktem honoru każdego włodarza jest wydawanie samorządowej gazety, która - zdaniem samorządowców - jest w pełni wiarygodna, rzetelna i obiektywna w przeciwieństwie do gazet niezależnych. Póki samorządom wolno wydawać swoje tytuły, ich pozycja wydaje się być niezagrożona. Radni nie liczą się z pieniędzmi podatnika, cieszą się widokiem… stert bezpłatnych gazet zalegających publiczne miejsca, co niby ma być dowodem na to, że samorządowa gazeta dociera wszędzie. A to że mało kto po nią sięga, to już inna para kaloszy. Ważne, że jest wszędzie, że w tych gazetach pięknie opisano działania włodarza, radnych, urzędu i jednostek. To jednak boli mieszkańców, którzy nie mogą patrzeć na marnotrawienie ich podatków.

Wolność Tomku...

Konkurencję z „samorządówkami” jednakże wygrywają wolnorynkowe gazety niezależne. Te się sprzedają na pniu, chociaż często popadają w konflikt z włodarzami i radnymi. Znanemu mi od prawie 20 lat prywatnemu wydawcy z Rogoźna Wielkopolskiego radni założyli w sądzie cztery sprawy. Właściciel „Gońca Rogozińskiego” był jednak bezkompromisowy i nieustępliwie walczył o wolność słowa. Swoje prawo do krytyki lokalnej władzy uważał za niezbywalne. Innego wielkopolskiego wydawcę niezależnej „Gazety Kościańskiej” na ławę sądową zaprowadził były poseł SLD. Sprawa „wylądowała” nie tylko w Sądzie Najwyższym, ale trafiła też do Trybunału Konstytucyjnego. Niebawem w tej sprawie wypowie się Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Niezależne pismo regionalne „Na Placówce” w Zakopanem zostało oskarżone z trybie art. 212 Kodeksu karnego. Oskarżycielem prywatnym jest prokurator, były I sekretarz PZPR w stolicy Podhala, który poczuł się urażony ujawnieniem niektórych jego niechlubnych działań. Wójt Lipnicy napisał wniosek do Biskupa Pelplińskiego o cofnięcie zgody na nauczanie religii przez katechetę, który jest redaktorem naczelnym niezależnego Głosu Lipnickiego, bowiem „gazeta za swój cel obrała skłócanie ludzi między sobą oraz władzą lokalną legalnie wybraną przez społeczeństwo”… Przykładów tego rodzaju „kłopotów” niezależnych gazet lokalnych jest bardzo wiele, ale wymienione dobitnie świadczą o tym, że wolnorynkowe pisma są solą w oku lokalnej władzy.

Nie poddamy się

Od lat obserwuje się w Polsce ekspansję zachodnich wydawców, którzy nie tylko przejmują rodzime dzienniki i czasopisma, ale też z nimi schodzą coraz głębiej w teren, gdzie wydają regionalne i lokalne tytuły. Klasycznym przykładem jest tutaj Polskapresse, której niemiecki właściciel zaprzestał wydawania w Wielkopolsce dwóch dzienników, pozostawiając „Głos Wielkopolski”. W 2007 r. na rynku prasowym pojawił się nowy produkt tego wydawcy - dziennik „Polska The Times”, który do niedawna stał na mocnych nogach tylko w województwach, gdzie był do tej pory wydawany dziennik regionalny. W tym roku Polskapresse zlikwidowała osiem regionalnych tytułów. Te gazety próbowały przebojem wejść na regionalny rynek prasowy, niejednokrotnie próbując wyprzeć lokalną prasę. W prasie regionalnej medioznawcy upatrują zagrożenie dla lokalnych wydawnictw niezależnych. Póki co, prasa lokalna opiera się zakusom wyeliminowania jej z rynku przez obcy kapitał, czego przykładem jest powstawanie nowych, niezależnych tytułów w różnych zakątkach kraju.

Wiele lokalnych tytułów, po ekspansji kapitału obcego, przeżywa okres konsolidacyjny, polegający na powstawaniu silnych, niezależnych wydawnictw lokalnych i sublokalnych, co pozwala im z ufnością patrzeć w przyszłość. Niemniej pozycja lokalnej prasy niezależnej jest dość trudna, bowiem prasa ta musi konkurować zarówno z gazetami samorządowymi, jak i obcym kapitałem. Szacuje się, że spośród 2500 gazet i czasopism lokalnych i sublokalnych, ok. 36 % to czasopisma wydawane przez samorządy terytorialne, ok. 26 % stanowią pisma wolnorynkowe (niezależne) wydawane przez osoby prywatne lub spółki, ok. 22% to pisma parafialne, ok. 10% pism wydają organizacje pozarządowe, 4% to gazety zakładowe, ok. 2% są czasopismami partii politycznych. (źródło: Chorązki Włodzimierz, Media ogólnopolskie, a media regionalne i lokalne na początku 2008 roku. W: Biuletyn Stowarzyszenia Prasy Lokalnej, Świnoujście 2008).

Jakie są zatem perspektywy rozwoju niezależnej prasy lokalnej w Polsce? Na to pytanie dziś jest trudno jednoznacznie odpowiedzieć z racji tego, że sytuacja prasy lokalnej jest dość złożona. Nie może jednak obejść się bez pomocy centralnych władz, które winny utrzymać podatek zerowy na czasopisma specjalistyczne i przeciwdziałać zapędom Poczty Polskiej, ograniczającym kolportaż prasy na wsi. Niezależne czasopisma oczekują też na ukrócenie samorządom lokalnym prawa wydawania samorządowych pisemek, a w najgorszym przypadku na wprowadzenie zakazu publikacji w nich reklam podmiotów gospodarczych.

Padają opinię, że niezależna prasa lokalna ma już lata policzone, że wnet wykończy ją Internet, że gazety regionalne zajmą jej miejsce, że „zduszą” ją pisma z gadżetami Wszystkie te zagrożenia już przeżywaliśmy, a notuje się już od początku XXI wieku. I co? Niezależna prasa lokalna ma się nieźle, ba, coraz bardziej uniezależnia się od lokalnego reklamodawcy i mocno puka do domów medialnych, poszukuje innych możliwości rozwoju, otwiera się na „nowe media, buduje własne sieci kolportażu, zaś jej największym atutem jest świetna znajomość lokalnych realiów i umiejętność poruszania się w gąszczu trudnych spraw i problemów.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »