Wielka woda w Poznaniu
Autor: Ewa Kłodzińska   
18.11.2010.
Fala kulminacyjna na Warcie w Poznaniu sięgała 668 cm i było to na przełomie maja i czerwca tego roku. Tylko nie zagrożeni cieszyli się, że oto mamy wreszcie(!) ,,porządną rzekę” - szeroką, płynącą dostojnie przez Gród Przemysła i Wielkopolskę.

Piękny Ostrów Tumski na tle rozlanej Warty

Tymczasem tamte dni i noce dla mieszkających na niżej położonych nadwarciańskich terenach były czasem niepokoju, nawet ewakuacji...

Cybina też zaszkodziła

W połowie czerwca komunikaty o stanie Warty brzmiały już uspokajająco: ,,Pod poznańskim Mostem Rocha w ciągu minionej doby (14-15 czerwca - dop. E.K.) ubyło 7 cm. Rano w tym miejscu odnotowano 486 cm.(...) .Mimo przekroczeń alarmowych w Poznaniu wodowskazy odnotowują dalsze spadki.”. 17 czerwca alarm przeciwpowodziowy został odwołany, a wodowskaz w tym samym miejscu wskazywał 445 cm. Gdy zeszła woda z poznańskich terenów nadwarciańskich, zaraz zaczęły się tam porządki i prace remontowe. Straty oszacowano wstępnie na ok. 600 tys. zł, w całym Poznaniu na 15,5 mln zł. Groźna okazała się też niepozorna Cybina. Jej napór w kulminacyjnym momencie był tak duży, że zostały wypchnięte wody gruntowe, które wdarły się do piwnicznego magazynu biblioteki Wydziału Teologicznego UAM. Dzięki szybkiej reakcji uratowano czasopisma oraz książki (zatem szkód nie było) a wodę usuwało osiem pomp. Z pomocą techniczną i fizyczną przyszły władze i pracownicy UAM, strażacy, klerycy pobliskiego Seminarium.

Z powodziowych kart historii

Badania archeologiczne wykazały, że pierwsze powodzie nawiedziła gród na Ostrowie Tumskim już w połowie X wieku. W kronikach zapisano, że w roku 1501 ,,Po Wielkanocy i Bożym Ciele Warta wystąpiła z brzegów zalewając Ostrówek i zerwała most”. Pięćdziesiąt lat później, też po Wielkanocy, ,,Warta wylała i wdarła się do kościoła katedralnego”. Kolejne powodzie nawiedzały nadwarciańskie tereny również w XVII i XVIII wieku.

Przyczyną niezwykle intensywnych powodzi były nie tylko warunki klimatyczne, ale również zabudowa hydrotechniczna: liczne groble i młyny, przez które rzece trudniej było przepłynąć. Dochodziło do spiętrzeń wody, która zalewała miasto. Tu wyjaśnić trzeba, że nad Wartą lokowały się m.in. garbarnie (niezwykle zanieczyszczały rzekę), młyny (w XV w. w mieście było ich 28, kolejnych 13 w okolicach) - dla nich sztucznie spiętrzano wodę, budując tzw. gacie młyńskie (groble), których woda potęgowała zagrożenie powodziowe. Szczególna klęska powodziowa dotknęła Poznań w marcu 1888 r. Była skutkiem gwałtownych wiosennych roztopów po obficie śnieżnej zimie. Katastrofę spotęgowały śluzy (,,gaci” już nie było), które utrudniały spływanie wielkiej wody. Tragicznym tygodniom (jakby w kilku aktach, bo był też moment, kiedy wody zaczęły opadać, aby znowu ruszyć z impetem), towarzyszyły szalejące zadymki śnieżne i minusowe temperatury. Fala kulminacyjna niespodziewanie uderzyła 28 marca, Warta osiągnęła wówczas poziom 668 cm (czyli tyle samo co w bieżącym roku, ale płynęła wówczas swoim pierwotnym korytem). Powódź dotknęła wówczas wiele rejonów miasta, zalała m.in. Dolną Wildę, Wielkie i Małe Garbary, plac Bernardyński, dużą część Starego Rynku. Pod wodą znalazły się Chwaliszewo, Zawady, Ostrówek, Śródka - leżąca na terenach zalewowych. Z kościołów wynoszono Przenajświętsze Sakramenty (w kościele Bożego Ciała zachowała się tabliczka, upamiętniająca tamtą tragedię - w świątyni woda sięgała ponad metra nad posadzką), zorganizowano Obywatelski Komitet Ratunkowy, w kuchniach ludowych wydawano zupę. I choć kto żyw pomagał powodzianom, którym czółnami dostarczono żywność, choć ewakuowano kobiety i dzieci, które zamieszkały w szkołach i barakach to i tak wiele osób długo czekało na jakikolwiek kontakt, były też ofiary śmiertelne. Cesarzowa Wiktoria przybyła do Poznania, by ,,nieszczęśliwym powodzianom okazać życzliwość i współczucie”.

W owym marcu 1888 r. nawet rzeczka Bogdanka pokazała co potrafi i zalała łąki jeżyckie aż po Wierzbak.

Warta siała spustoszenie także w swoim górnym biegu, zalewając miasta zwłaszcza południowej Wielkopolski.

Dobroczynne skutki wielkiej wody

Tamta powódź (jak i w roku następnym, dokonując kolejnych spustoszeń) stała się jednak przełomowym wydarzeniem dla Śródki. To wtedy władze zwróciły uwagę nie tylko na konieczność regulacji rzeki, ale i na złe warunki mieszkaniowe i sanitarne w tym zaniedbanym rejonie miasta. Zarządzenie wydane przez Cesarską Komisję Rejonową Rzeszy zniosło m.in. ograniczenia budowlane w większej części naszej Śródki. Dziesięć lat później zaczęto wyburzać stare parterowe domki, budować kilkukondygnacyjne budynki czynszowe, w 1905 r. zbudowano most żelazny, łączący Śródkę z miastem. W 1908 r. dzielnica doczekała się nowoczesnej kanalizacji i gazowego oświetlenia. Wykonano wówczas wysokie wały przeciwpowodziowe.

Regulację rzeki przeprowadzono po I wojnie światowej, wówczas zbudowano także groblę zabezpieczającą Śródkę. W 1968 r. przetamowano Wartę w nowe koryto co wraz ze zbiornikiem retencyjnym w Jeziorsku ma zabezpieczać Poznań przed tzw. ,,wodami 1000-letnimi”.

Różne są sposoby na ratowanie się przed ,,wielką wodą”. Na nią narażeni są zwłaszcza Holendrzy. Nie czekają jednak na kolejne powodzie, nie dyskutują co i jak zrobić, tylko działają i to w sposób niekonwencjonalny. Otóż ich wały przeciwpowodziowe składają się z kilku warstw: ziemia, siatka, ziemia, trawka. A na niej pasą się owieczki. Raz, że są najlepszymi kosiarkami, dwa - doskonale i trwale ubijają ziemię. Zmienia się ona w istną opokę, z którą woda nie wygra. Dodać trzeba, że właściciele owiec, którzy zechcą przywieźć swoje stada na te wały, są dofinansowani z budżetu państwa. Zatrudnia się też specjalistów-szczurołapów i innych gryzoni, które takie przeciwpowodziowe ,,fortyfikacje” potrafią, drążąc swoje kanaliki i norki, zniszczyć.

Polacy, prawdopodobnie, poczekają na kolejną ,,wielką wodę”, która spustoszy następny region kraju...

Była wielka woda...

WSTĘP

Trauma (po)powodziowa trwać będzie długo. Może i wiele lat tam, gdzie woda na żyzne pola naniosła piachy. A na nich nic już nie urośnie...

ODSŁONA I

Patrzę wokół siebie. Przez dziesiątki lat obrosłam, zarosłam. Regałami, z których wysypują się książki, półkami pełnymi teczek z wycinkami prasowymi (mój papierowy ,,internet”), szafkami wypełnionymi prywatnymi zapiskami i foto-albumami (,,jak będę staruszką to wspomnę nastoletnie czasy”). Stosami czasopism, w których zaznaczyłam się swoim piórem. Szufladami pełnymi dokumentów (każą trzymać pięć, dziesięć lat). Rzędami kaset i piętrami winylowych płyt z ukochanymi przebojami (czasem słucham). Skrzyneczkami z biżuterią, którą rzadko noszę. Wolne (jeszcze) przestrzenie zastawione czerwonym szkłem i pamiątkami-bibelotami o wartości tylko sentymentalnej (,,nie wyrzucę przecież”).

U mojej zacnej, niedawno zmarłej polonistki z ,,Dąbrówki” Anny Foltyn, książki i zeszyty z notatkami (komputerów jeszcze nie było) piętrzyły się na podłodze, zalegiwały tapczan. I bardzo jej tego ogromu zazdrościłam...

ODSŁONA II

A w Polsce tej wiosny była powódź. Ludzie nadal płaczą przed kamerami tv, że w mgnienia oka stracili dorobek całego życia. Może też ukochane książki, może też albumy z fotografiami przodków i wnuków, może pamiątkowe dokumenty? Woda demokratycznie pochłonęła wszystko, nie bacząc co i komu bierze. Kobieta-powodzianka, wyczekująca gdzieś w urzędzie na tymczasowe dokumenty, z beznadziejnym i nieco zadziwionym(?) spojrzeniem mówi, że zdążyła wziąć tylko torebkę i parę drobiazgów. Może obrazek z Madonną, może parę złotych i leki? Woda zabrała resztę.

ODSŁONA III

I naszła mnie przerażająca myśl. Co bym wzięła z sobą, uciekając przed wodą, atakującą znienacka? Nie wiem! Może bym nie uciekła, nie dała się ewakuować tylko broniła książek, zapisków, albumów? I zatonęła razem z nimi? Może lepiej jest tym, którzy do niczego się nie przywiązują? A wspomnienia i wiedzę mają w pamięci tylko? Tam woda się nie wedrze. No, chyba, że pod postacią Alzheimera. Ten wypłucze wszystko i bezpowrotnie...

 
Parse error: syntax error, unexpected T_LNUMBER in /components/com_sef/cache/shCacheContent.php on line 11826