Jaka to świątynia?
Autor: Marek Rezler   
17.06.2009.

Historia lubi płatać figle. A gdy jeszcze zostanie wprzęgnięta do służby polityce i propagandzie, niespodzianki pojawić się mogą na niemal każdym kroku. Sam badacz przeszłości jest wtedy wciągnięty w wir różnych rozgrywek i tylko od jego charakteru, siły woli i poczucia zawodowego posłannictwa zależy, czy ulegnie naciskom i zamiast badać, zacznie s ł u ż y ć.

Świątynia Najwyższej Opatrzności

Świątynia Najwyższej Opatrzności

Świątynia Opatrzności Bożej

Świątynia Opatrzności Bożej

Do spraw takich należy głośna od z górą dziesięciu lat kwestia budowy Świątyni Opatrzności Bożej, wprowadzona do społecznego życia kraju przez kardynała Józefa Glempa. Początkowo wiele wskazywało, że inwestycja zostanie zrealizowana w oparciu o dobrowolne składki wiernych i pomysłodawcy stanowczo podkreślali, że dotacje z budżetu państwa (zgodnie z postanowieniami Konstytucji i konkordatu) nie wchodzą w rachubę. Realia jednak zmusiły do zrewidowania opinii i mamy dziś do czynienia z bardziej lub mniej jawnymi manewrami mającymi uzasadnić prawnie włączenie państwa w budowę kościoła.

Historyka jednak znacznie bardziej ciekawi motywacja, która jest stosowana przy samej idei budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Ma to być mianowicie wykonanie wotum narodu wobec Najwyższego, zobowiązanie podjęte w 1791 roku, po uchwaleniu słynnej Konstytucji. Dramatyczne losy kraju kilkakrotnie uniemożliwiły wykonanie tego postanowienia i dopiero ostateczne odzyskanie niepodległości po 1988 roku umożliwiło podjęcie kroków ku finalizacji.

Niby wszystko jest oczywiste i naturalne, emocje budzi jedynie problem finansowy związany z budową – po prostu braku funduszy. Tylko w jednym środowisku podniesiono kwestię propagandowego nadużycia, jakiego dokonano podczas uruchomienia sprawy Świątyni: w... polskich kręgach wolnomularskich.

Aby wyjaśnić istotę sprawy, musimy cofnąć się do źródeł – i do czasu końca I Rzeczypospolitej. Otóż w maju 1791 roku do Ustawy Rządowej (umownie zwanej Konstytucją 3 maja) dołączono “Deklarację Stanów „Zgromadzonych”. Czytamy w niej m.in.: “... Aby zaś potomne wieki tem silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane pomimo największej trudności i przeszkody za pomocą Najwyższego losami narodów rządcy do skutku przywodząc, nie utrąciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i Najwyższej Opatrzności poświęcony”.

Zwróćmy uwagę: nie Opatrzności Bożej, lecz Najwyższej Opatrzności. To znacząca różnica. Jest to nazewnictwo wyraźnie nawiązujące do idei ponadwyznaniowego, Najwyższego Architekta Wszechświata, oznaczającego Absolut w masonerii.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że większość twórców majowej Konstytucji była wolnomularzami, sprawa będzie jasna. Nie chodziło o postawienie świątyni katolickiej, lecz kościoła “ekumenicznego”, równego dla wszystkich, licznych wtedy w Polsce wyznań. Kraj miał być nowoczesny, obywatelski, gdzie wszyscy mieszkańcy będą w myśl prawa równi, na swój sposób braćmi. Chodziło o wystawienie świątyni, w której do swego Najwyższego mogli się na swój sposób pomodlić katolik, protestant, mahometanin, wyznawca prawosławia i judaizmu. Zatem by uniknąć wprowadzania nazwy Absolutu charakterystycznej dla jednej tylko religii, zastosowano zasadę wolnomularską, wprowadzając w wezwaniu planowanego kościoła pojęcie Najwyższej Opatrzności. Gdyby zastosowano pojęcie Opatrzności Bożej, ograniczono by funkcjonowanie świątyni tylko do wyznań chrześcijańskich – a nie tylko takie występowały w ówczesnej Polsce. Znaczenie tej nazwy stanie się jeszcze bardziej czytelne, gdy sobie przypomnimy, że trójkąt z Okiem Opatrzności widnieje w każdej loży, nad fotelem przewodniczącego – właśnie jako symbol Najwyższego

Architekta (inaczej Budowniczego) Wszechświata. Nazywany jest tam Deltą Świetlistą. Wtedy, w osiemnastym wieku, nie stanowiło to poważniejszego problemu i nikt nie próbował wybiegów zmierzających do podporządkowania idei jednemu tylko wyznaniu. Rozpisano konkurs na projekt Świątyni, wygrany przez znanego polskiego architekta okresu Oświecenia, Jakuba Kubickiego – też zresztą wolnomularza. W założeniu w Warszawie miał powstać kościół na planie krzyża, z dużą rotundą w centrum, zwieńczoną kopułą. Nie miało być na niej krzyża, symbolu chrześcijaństwa. Związek z Najwyższą Opatrznością miały podkreślać tympanony, zwieńczające cztery portyki wiodące ku wnętrzu – czyli owe Delty Świetliste. Od razu też przystąpiono do gromadzenia materiału w okolicach budowy, w północnej części Łazienek, tuż obok Agrykoli. W pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji, 3 maja 1792 roku król Stanisław August Poniatowski uroczyście wmurował kamień węgielny pod Świątynię, używając do tego pozłacanej kielni i młotka – dokładnie takich samych narzędzi, jakich w owym czasie rytualnie używano podczas prac lożowych; do dziś zresztą się zachowały, w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. Potem była przegrana wojna z Rosją w obronie Konstytucji 3 maja, rozbiory – nie było więc warunków do spełnienia wotum. Zgromadzony materiał, zwłaszcza kolumny, został wykorzystany przez generała Augustyna Gorzeńskiego (zasłużonego masona) do budowy jednego z jego wielkopolskich pałaców, w Lubostroniu. O budowie Świątyni zamyślano w okresie międzywojennym – ale wtedy już w projektach, ni z tąd, ni z owąd Świątynia Najwyższej Opatrzności “zmieniła się” w Świątynię Opatrzności Bożej – wyłącznie katolicką. Wybuch II wojny światowej zniweczył te plany i dopiero w 1988 roku powrócono do tej koncepcji nie bacząc, że w Warszawie przy ulicy Dickensa od roku 1979 już istnieje kościół pod wezwaniem Opatrzności Bożej, konsekrowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego! O tym jednak mało kto wie, poza mieszkańcami stolicy – a i to nie wszystkimi. Projektowana Świątynia Opatrzności Bożej nie jest już kościołem klasycystycznym, inną ma formę w projekcie, jest też w zamierzeniach znacznie większa od osiemnastowiecznego pierwowzoru. Ale jak i tamten, nie ma szczęścia do realizacji. Tym razem na przeszkodzie stanął brak funduszy, co zmusza do stosowania wybiegów umożliwiających zaangażowanie w inwestycje pieniędzy państwowych. Jeżeli ma to być realizacja idei sprzed ponad dwustu lat – to należałoby wrócić do pierwotnej koncepcji i właściwego wezwania. Jakby jednak nie patrzeć, z polskich kręgów masońskich dochodzą słowa pełne satysfakcji, że idea ich współbraci sprzed wielu dziesięcioleci, jest wreszcie realizowana. Niezbyt dokładnie i nie tak samo – ale jednak...

Jasna Góra nagradza Jana Kulczyka

Ojcowie Paulini – opiekunowie Sanktuarium na Jasnej Górze uroczyście wręczyli dyplom Konfratra. Kulczyk zawsze sponsorował sanktuarium na Jasnej Górze i jego hojność przekracza miliony złotych. Kulczyk powiedział: „Jestem związany z Jasną Górą od kilkunastu lat. Teraz mogę powiedzieć, mąż mojej córki, to książę Lubomirski, a Jerzy Lubomirski był jednym z największych donatorów Jasnej Góry i ojców Paulinów. W imieniu zakonu paulinów podziękował o. Izydor Matuszewski. Są takie dwa sanktuaria: Jasna Góra i Licheń, gdzie Polacy na całym świecie nie szczędzą pieniędzy.

 
Parse error: syntax error, unexpected T_LNUMBER in /components/com_sef/cache/shCacheContent.php on line 11826