ROZKRUSZANIE POLSKI ZACHODNIEJ
Redaktor: Administrator   
17.04.2012.

Paderewski realizuje drugie zadanie Piłsudskiego wciągając Wojsko Wielkopolskie do obrony Lwowa.


Gen. Dowbor Muśnicki - Moje Wspomnienia
Chciałem być zawsze „au courant" tego, co się wkoło Lwowa dzieje. Kawalerii wysłać nie mogłem, bo gotowa nie była jeszcze; zastąpić ją miały samoloty. Również nie mogłem wysłać artylerji bez pocisków, a piechoty bez amunicji. Postawiłem więc warunek na komisji, że ponieważ pocisków w dostatecznej ilości nie mam, a fabryki, w których je zamówiłem, nie są w stanie mnie w nie zaopatrzyć odpowiednio, więc Warszawa musi pociski dostarczyć. Obiecano, że będzie to uskutecznione.

Ta tablica jest umieszczona na lotnisku Ławica w Poznaniu. Lotnisko miało się nazywać im. Ignacego Jana Paderewskiego.Bo jego przyjazd do Poznania był początkiem Powstania Wielkopolskiego 27 grudnia 1918r. Ale obecne władze nadały lotnisku nazwę Henryka Wieniawskiego wybitnego skrzypka.

,

Niestety, trzeba było długo się o to targować. Wynikła stąd obszerna korespondencja, długie i nudne rozmowy między moim sztabem i mną z jednej strony, a sztabem generalnym i posłem Skarbkiem z Lwowa.W Warszawie panował chaos. Adiutantów osobistych było tam przy każdym masa, a inspektorowi artylerii brakło pomocników. Nikt nie wiedział dokładnie gdzie, jakie i w jakiej ilości są pociski. Poseł Skarbek ze Lwowa naglił z wysyłką wojsk pod Lwów, zabiegając w tym celu w Komisariacie, ja zaś nie chciałem, zdecydowawszy się realnie pomóc, wysyłać wojsko młode, dopiero co sklecone, bez odpowiedniej artylerii, a głównie bez pocisków. Nie lubię naszego sposobu postępowania: „Jakoś to będzie". Z raz obranej drogi zejść nie zamierzałem, choćby na ludziach, nie znających się na psychologii walki, skóra cierpła. Mogli mieć z tego powodu do mnie pretensje działacze polityczni, ale okazało się, że miałem rację: Lwów został uratowany.
Pod Lwów posłałem oddział pułkownika (później generała) Konarzewskiego, w składzie I-go Wielkopolskiego pułku strzelców, trzech polowych i jednej ciężkiej baterii, oraz eskadrę lotniczą, z siedmiu aparatów złożoną. Pułkownikowi Konarzewskiemu dałem instrukcję, żeby nie dał się rozproszkować, nawet pod presją lokalnych strategów. Prosiłem o to też gen. Iwaszkiewisza. Rzeczywiście, próby rozciągnięcia oddziału Wielkopolskiego kompaniami i batalionami, oraz nieumiejętnego, a nawet niesprawiedliwego wykorzystania zdarzyły się. Był to typowy austriacki sposób działania, z którym Iwaszkiewiczowi i Konarzewskiemu trudno było walczyć. Moje wskazówki zostały jednak zastosowane i jednem uderzeniem, choć prowadzonem na szerokim froncie, Ukraińcy zostali wyrzuceni.

Lwów był wolny, ale kosztem Gdańska.

Już w roku 1918 (pod koniec) było ogólnie wiadomą rzeczą, że jest pod Lwowem znów niedobrze. Walczono i jednocześnie prowadzono pertraktacje. System takiego postępowania jest najgorszy i w tym też wypadku do niczego nie doprowadził: Ale gdybyśmy nawet wówczas Lwów chwilowo utracili kwestia ponownego opanowania tego miasta była by już trudna. W Warszawie silnie agitowano za pomocą dla Lwowa i stamtąd poszły jeden czy dwa bataliony młodzieży akademickiej. Była to ilość niedostateczna, bo przeciw bandom ukraińskim występowały luźne oddziały, niezdyscyplinowane, niezorganizowane, niewyćwiczone i hierarchicznie niezwiązane. Te braki zastąpić miało poczucie patriotyzmu, co przecież na długą metę wystarczyć nie mogło. Oczywiście miejscowej ludności byłoby trudno pogodzić się z ewentualną, czasową utratą Lwowa, dlatego też, mocno agitowano (hr. Skarbek) za koniecznością wysłania dodatkowych wojsk w celu uratowania tego miasta. W żadnym jednak wypadku nie wolno było robić tego systemem na „ lapu-capu ". Kto w tem zawinił, że Lwów był wystawiony na tak ciężką próbę powiem niżej. Trudno też obecnie zdecydować, kto najmocniej zaważył na jego uratowaniu, bo wszyscy sobie to przypisują. Sądząc z posiadanych dokumentów, twierdzę, że największe zasługi przy odzyskaniu Lwowa położyły Wojska Wielkopolskie.

W styczniu 1919, roku gdym zaledwie przystąpił do formowania wojska i organizacji obrony Wielkopolski, zjawił się u mnie, rzekomo z ramienia generała Rozwadowskiego, pułkownik Minkiewicz z propozycją, żebym dał żołnierzy Polaków z byłej armii pruskiej do uzupełnienia kadr ochotniczych broniących Lwowa. Znaczyło to tyle, co zrezygnować z obrony Wielkopolski, czyli poświęcić Poznańskie dla Lwowa. A gdzież się podziewali żołnierze Polacy z armii austrjackiej, których było przecież nie mniej niż Polaków Poznańczyków? Czy zabrakło w Galicji patriotyzmu, czy rzutkości kierującym akcją? Nie wierzę w ochotnicze wojska i ich wartość bojową. Rzekoma celowość formowania ich jednak pokutowała w głowach wpływowych czynników w Warszawie; przekonałem więc Komisariat N. R. L. - czytaj rząd Polski Zachodniej o nielogiczności propozycji i, w tym wypadku, pomocy dla Lwowa odmówiłem. Stąd, zdaje się płynęła niechęć generała Rozwadowskiego do mnie. Trudno! Według mego zdania, wtenczas większe niebezpieczeństwo groziło Wielkopolsce. Propaganda za koniecznością okazania pomocy dla Lwowa nie ustawała, znajdując oddźwięk u lokalnych „Metternichów". Starano się również o wywarcie i na mnie nacisku. Odbyłem z tego powodu kilkakrotne narady z Komisariatem, moim rządem. Nie przeceniałem wartości band ukraińskich, które nie były zdolne oprzeć się nawet niewielkiemu regularnemu oddziałowi; te zaś dawno należało zacząć formować w Galicji. Ostatecznie zgodziłem się wysłać jedną regularną kompanię, pod podporucznikami, o ile pamiętam, Ciaciuchem i Kałamajskim. Kompania szybko została wyekspedjowana, z rozkazem, żeby oświadczyła mieszkańcom Lwowa, iż jest pierwszą jaskółką, niosącą wolność. Miałem na widoku wysłanie pułku do Lwowa, ale nie z tych, które przeznaczyłem dla wypadu na Gdańsk. Moje postępowanie było uzasadnione. Żeby Polska była w całości, trzeba Niemcom zabrać Gdańsk I Warmię. Tego nie zrobiono, a to się potem mściło.

Paderewski walczy o więcej wojska dla Lwowa i realizuje politykę Piłsudskiego
W początku marca przyjechał do Poznania Ignacy Paderewski z prośbą o pomóc dla Lwowa. Komisariat nie mógł nic sam zdecydować i 8 marca 1919 r. zwołał na Zamku konferencię złożoną z pp. komisarzy: Korfantego, ks. Adamskiego i Poszwińskiego oraz Paderewskiego, hr. Skarbka i mnie; zdaje mi się, że więcej nikogo nie było. Przypomnę, że Wielkopolska była samodzielnym państwem i Piłsudskiemu nie podlegała. Paderewski prosił o wysłanie batalionu, bo „inaczej Lwów zginie". Niestety ten, ze wszechmiar godny uwielbienia Polak, przedstawiciel rządu warszawskiego, nie zdawał sobie widocznie sprawy z tego, jakie możliwości posiada batalion, który byłby tylko, „słabym zastrzykiem" i prolongowałby opór na parę dni, a może godzin, gdy do rozstrzygnięcia obrony Lwowa należało posłać głównie artylerfę i samoloty. Komisarze się wahali: z jednej strony trudno odmówić tak zasłużonemu człowiekowi, ale z drugiej, nie byli oni pewni sytuacji w Poznańskiem. Zasięgnięto mego zdania. Oświadczyłem, że narazie nie może być mowy o wysłaniu (prócz wspomnianej kompanii) czegokolwiek, ponieważ Grentzschutz się reorganizuje, na jego czele stanął dobrze znanj generał Hoffmann i Niemcy zamierzają uderzyć w najbliższym czasie na Zbąszyń, wiec trzeba być gotowym do odparcia uderzenia.

Było to wszystko prawdą, co też Komisariat potwierdził. Paderewski jednak nalegał, twierdząc, że Alianci nie pozwolą Niemcom na zaczepne działanie i, że nawet Gdańsk ma być nam przyznamy- Po tym oświadczeniu. Ostateczną decyzje uzależniono ode mnie. W obietnice, co do Gdańska nie wierzyłem, bo dobrowolne oddanie go nam znaczyło nietylko odrodzenie Polski, ale wskrzeszenie potężnej Polski, co było śmiertelnym niebezpieczeństwem dla Niemiec. Nie odkrywając swych projektów które, oczywiście, nie znalazłyby poparcia, wobec obietnicy przyznania nam Gdańska, oświadczyłem, że, o ile będzie ze mnie zdjęta odpowiedzialność za ewentualne wypadki w Poznańskiem, rozkaz swej władzy politycznej wykonać muszę.

Stanęło ostatecznie na tem, że pod Lwów ma być wysłany batalion! Gdybym tę uchwałę przyjął do wykonania Lwów nie byłby uratowany, a zamiary co do Gdańska też nie zostałyby urzeczywistnione. Zdecydowałem więc sprawę Lwowa ostatecznie załatwić, a z projektów gdańskich mimo swej woli zrezygnować, wobec oświadczenia Paderewskiego. Oświadczyłem, że pod Lwów poślę pułk, t.j, trzy bataljony z silną artylerją, oraz eskadrą samolotów. Moje oświadczenie wywołało entuzjazm zebranych i szczere, czy nieszczere podziękowania. Przypuszczałem, że moje wojsko uporządkuje sytuację we Lwowie.
Jednocześnie zwróciłem się do przedstawicieli wojskowych Ententy, aby posłali pod Lwów, co mogą. Prosiłem głównie o armaty i ciężarowe samochody. Niestety, moja prośba znalazła tylko oddźwięk u przedstawiciela Włoch, gen. Romei, który wymógł u swoich władz przysłanie armat. Działa te okazały stanowczą pomoc w późniejszych walkach. Wysłanie wojsk pod Lwów, pomimo obalenia projektu, co do Gdańska, było wielką ofiarą ze strony Wielkopolski. W Niemczech wrzało; nie chciano oddawać terytoriów, które miano nam przydzielić i silnie agitowano za stawianiem zbrojnego oporu. Liczyłem się z tym, że będę miał ciężkie zadanie, nie tylko przy objęciu terytoriów, odstąpionych na mocy traktatu, ale nawet w razie wkroczenia do Poznańskiego ochotniczych band niemieckich. Każdy, oddawany batalion, utrudniał moją sytuację. Powtarzam wiec, że w owym czasie osłabienie sił Poznańskich było rzeczą ryzykowną i z tego powodu wielką ofiarą. Przecież trzeba wziąć pod uwagę, że Wojska Wielkopolskie były w stadjum formowania, że z powstańców trzeba było sklecić coś stałego, a nie jakiś wolontariuszy i wreszcie, że pod Lwów należało wysłać najlepiej zorganizowane oddziały.Wysyłając wojska do Galicji, nie mogłem przecież wysyłać ich z gołymi rękami i nie przedsięwziąć środków zaradczych, aby zabezpieczyć bezwzględne zwycięstwo. Dlatego też, wyznaczywszy tylko około dwóch i pół tysiąca piechoty, dałem jej szesnaście dział i eskadrę lotniczą, żeby wojska te miały możność walczyć. Lwów został uratowany przez Wielkopolan, doceniło to miasto, dekorując każdego żołnierza Krzyżem Walecznych.

gen. Józef Dowbor Muśnicki

Po ustaleniu granicy na wschodzie mówiło się o Lwowie długo. Nie wspomniał w Warszawie słowem o walkach Wielkopolan o Lwów. Niektórzy, zginęli pod Lwowem i zostali przywiezieni do Poznania. Leżą na cytadeli, nie wolno było pisać, że zginęli pod Lwowem. Na krzyżu wolno było tylko napisać NN. Żołnierz nieznany. My pamiętamy i będziemy pamiętać, bo taki wypadek nigdy w dziejach Polski się nie zdażył. To był szok, żeby nie pisać o zwycięskiej walce Wielkopolan o Lwów.
 
Parse error: syntax error, unexpected T_LNUMBER in /components/com_sef/cache/shCacheContent.php on line 11826